Przede wszystkim dlatego, że zaczęło mnie to już przerastać i wpływać negatywnie na moje własne zdrowie psychiczne. Ale po kolei.
...czyli bierzemy pod lupę najczęstsze odpowiedzi i oświadczenia w sprawie testów na zwierzętach, które wcale nie muszą gwarantować, że dana firma jest cruelty-free.
Dzięki czujności jednej z moich czytelniczek postanowiłam po raz kolejny zainteresować się firmą Eveline i kwestią jej prawdopodobnej obecności w Chinach.
Ostatnio na bloga zaczęły trafiać osoby nie do końca orientujące się w temacie testów na zwierzętach. Wcale im się nie dziwię - w dzisiejszych czasach mimo tego, że dostęp do informacji mamy praktycznie nieograniczony, to bardzo trudno jest dokopać się do tego, co naprawdę jest istotne. O co chodzi z tymi testami? Czy firma X testuje, skoro na swojej stronie pisze, że nie robi tego od lat? A co z zakazem testowania na zwierzętach obowiązującym w UE? Mam nadzieję, że dzisiejszy post rozwieje Wasze wątpliwości.
Ostatnio staram się sprawdzić pod kątem testów jak najwięcej firm kosmetycznych, którym do tej pory ufałam. Sporo z nich odpowiada na pytania zgodnie z moimi oczekiwaniami, czasami okazuje się, że jakaś firma nie sprawdza swoich dostawców, ale często też po prostu nie otrzymuję od firm żadnej informacji zwrotnej. I wtedy zapala mi się czerwona lampka ostrzegawcza. Podobnie było z Bielendą.
Odpowiedź firmy Sensique w sprawie testów na zwierzętach i składników pochodzenia zwierzęcego stosowanych w jej kosmetykach:
Jakiś czas temu kontaktowałam się z firmą Hean w sprawie niewegańskich składników w ich kosmetykach. Były to jeszcze czasy, w których ufałam liście notest/wizażu (dla mnie to prawie to samo, nawet kolory oznaczeń nie zostały zmienione, notest jest jednak odrobinę bardziej aktualna), więc nie pytałam nawet o testy. A oto odpowiedź jaką otrzymałam:
Moje zdanie na temat testów na zwierzętach już na pewno znacie. Jestem im całkowicie przeciwna, czy to chodzi o kosmetyki, czy leki. Wszyscy, którzy choć trochę się tym interesują, wiedzą że mnóstwo testów na zwierzętach nie jest w ogóle potrzebnych, a i często nie mają one nic wspólnego z tym, jak dana substancja zadziała na ludzi. Ostatnio ten temat jest na świeczniku, z uwagi na to, że w przyszłym tygodniu spodziewamy się sejmowego głosowania w sprawie zaostrzenia ustawy o doświadczeniach na zwierzętach, na pewno już o tym słyszeliście. Co i rusz pod postami/linkami na facebookach w tym temacie pojawiają się propozycje, żeby zacząć testować na ludziach "nieprzydatnych" społecznie, czyli więźniach, pedofilach, mordercach, niedawno nawet przeczytałam o alkoholikach. Dlaczego mimo mojej pro-zwierzęcości uważam to za coś nieodpowiedniego?
W ciągu ostatnich kilku dni w pro-zwierzęcej części internetu zawrzało. Tu ktoś rzucił hasło, że Ziaja testuje na zwierzętach, tam komuś odpisali, że eksportują do Chin, aż w końcu zwykły szary człowiek nie wiedział już co myśleć.
Łajka
11:07![]() |
| źródło: psiewedrowki.pl |










