W ostatnim czasie coraz więcej firm i sklepów wychodzi naprzeciw weganom i wprowadza do swojej oferty roślinne zamienniki produktów odzwierzęcych. Z drugiej strony mamy też na rynku całkiem sporo produktów wegańskich przez przypadek, głównie słodyczy, które nie mają w składzie mleka ani jajek. Podczas ostatnich zakupów w Carrefourze zwróciłam na nie większą uwagę i dzisiaj na tapecie są wegańskie produkty dostępne w tej sieci sklepów.
WEGAŃSKIE PRODUKTY DOSTĘPNE W CARREFOURZE
Wegański "nabiał"
Sojowa śmietankaMleko sojowe marki własnej Carrefour
Mleka Alpro i Sojasun, deserki Valsoia
Mleka kokosowe i ryżowe. Na taki wybór możemy jednak liczyć głównie w dużych Carrefourach.
Jogurty Sojasun
Wegańskie zamienniki produktów mięsnych
- Produkty Polsoja: tofu, kiełbaski, parówki, sojowe wędliny, pasztety i pasty
- Produkty Whomus: hummusy, falafele
- Sojowe burgery Sojasun
Hummus
Hummus PerlaHummusy Homemade w ciekawych smakach - próbowałam i polecam
Hummusy Sante - nie kojarzą mi się wcale z hummusem, ale są fajnym smarowidłem do chleba
Pasztety sojowe
Edit.: Obecnie już wszystkie pasztety sojowe marki Carrefour są niewegańskie!
Z innych smarowideł do chleba często widuję też w Carrefourach smalczyk roślinny Smakowita Pajda.
Słodycze
Batony Fig BarWegańskie ciastka marki własnej Carrefour (wydaje mi się, że inne smaki ciastek owsianych mają w składzie coś odzwierzęcego).
A poza tym całe mnóstwo produktów przypadkowo wegańskich, takich jak sorbety, czipsy, niektóre czekolady i ciastka, o których napiszę już innym razem. No i, co najważniejsze, wszelkie warzywa i owoce - tanie i dostępne na każdą kieszeń, bo nie zapominajmy, że weganizm to nie tylko drogie roślinne zamienniki.
Szukasz wegańskich produktów, które można znaleźć w innych supermarketach? Zobacz jeszcze: Za co kocham E.Leclerc
Mimo, że obecnie możecie mnie kojarzyć z dość racjonalnego podejścia do weganizmu, mimo że teraz staram się bardziej skupić na tym, żeby moje działania miały pozytywny wpływ na sytuację zwierząt, a nie, de facto, działały na ich niekorzyść (jak chociażby elitarność weganizmu), to jeszcze jakieś dwa lata temu sama byłam "wege-oszołomem". Wtedy oczywiście nie zdawałam sobie z tego sprawy, może też nawet czułam się z tym dobrze (wiadomo, robiłam to głównie dla własnej satysfakcji), ale kiedy teraz o tym myślę, jest mi zwyczajnie wstyd.
Uwielbiamy szufladkować i generalizować. W porządku, na co dzień, radząc sobie z natłokiem informacji, pewnie nam to w jakiś sposób pomaga. Ale czy w walce o prawa zwierząt, które, jak mam nadzieje, są dość istotne dla większości wegan, pomagają nam te podziały, które miedzy sobą tworzymy?
Od mojego przejścia na weganizm minął dopiero rok, a już zdążyłam się załapać na pierwszy kryzys. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak sobie z nim poradziłam, zapraszam do dalszej części wpisu.
Weganizm staje się już pewnego rodzaju trendem. Piszą o tym mainstreamowe media, wegańskie knajpki wyrastają w większych miastach jak grzyby po deszczu, a w zwykłych sklepach można znaleźć sporo produktów dedykowanych weganom. Jest nas coraz więcej i producenci zaczęli to dostrzegać. Co więcej, niektórzy próbują na tym zarobić. Czy to źle?
Czyli kilka rad dla początkujących od ciągle początkującej weganki (bo rok to dla mnie raczej nie jest dużo). Mam nadzieję, że pomogą Wam trochę w przejściu na wegańską stronę mocy.
Po co komu wegańskie opcje w McDonald's? Przecież to ohydna korporacja, która w dodatku zbija kasę na krzywdzie zwierząt!
Zaraz Wam wyjaśnię po co.
...czyli kilka pomysłów na wegańskie start-upy - bierzcie i korzystajcie, i zakładajcie jak najwięcej wegańskich przedsiębiorstw! :)
My, Polacy, lubimy bojkotować. Katolicy bojkotują Empik za reklamy obrażające ich "uczucia religijne". Ateiści bojkotują ten sam Empik za ugięcie się firmy pod protestami oburzonych i publiczne przeprosiny w ich kierunku. Sama nie jestem w kwestii bojkotowania bez winy. Bojkotuję kosmetyki testowane na zwierzętach i kilka firm, które mi podpadły, nie wspominając już o produktach pochodzenia zwierzęcego. Weganie są świetni w bojkotowaniu. Mamy wegan od "syfu" w składach i od robienia wszystkiego z fasoli, mamy też bojkotujących olej palmowy. Dlaczego nie zaliczam się do tej ostatniej grupy? Zaraz Wam wyjaśnię.
Basia jest weganką. Nie je mięsa, nabiału, jajek i miodu i używa kosmetyków nietestowanych na zwierzętach. Kasia oprócz tego wybiera też kosmetyki bez składników pochodzenia zwierzęcego, za to donasza jeszcze swoje skórzane buty sprzed weganizmu. Jurek kupuje tylko nieprzetworzone produkty i nie daje zarobić ludziom produkującym też niewegańskie rzeczy. Zosia je sporo wegańskich gotowców i nie pogardzi sojową kawą z sieciówki. Magda inwestuje tylko w używane rzeczy - czy to ubrania, czy elektronikę, czy meble, aby nie napędzać popytu. Ma w swojej szafie także skórzaną kurtkę upolowaną w lumpeksie za grosze. Mateusz ograniczył konsumpcję do minimum - sam uprawia swoje warzywa, a w sklepach i na bazarkach kupuje tylko to, czego sam nie może wyprodukować. Gosia nie kupuje produktów z olejem palmowym i wybiera tylko organiczną żywność, poza tym gardzi wszelkimi korporacjami. Ania na dietę wegańską przeszła z powodów zdrowotnych, chciała też trochę schudnąć i poprawić swoją cerę. Mimo, że nie zwraca specjalnej uwagi na inne aspekty weganizmu, to nie kupuje skór i futer, uważając je za nieetyczne.
Wszyscy są weganami.
Kto z nich najbardziej przyczynia się do poprawy życia zwierząt?
Jakiś czas temu na jednej z wegańskich grup facebookowych rozpętała się dyskusja na temat niewegańskich firm produkujących (często zupełnie przez przypadek) pojedyncze wegańskie produkty. Czy weganie powinni wspierać firmy, które w niektórych swoich kosmetykach stosują mleko albo lanolinę, czy ograniczyć się do całkowicie wegańskich firm? Ja uważam, że jako weganie jak najbardziej mamy prawo kupować wegańskie produkty "zwykłych" firm, a całej idei weganizmu nasz wybór może przynieść sporo pożytku. Zaraz spróbuję Was do tego przekonać.
![]() |
| Dąbrowski dla Vegezone / facebook |
To temat mi bliski, bo przez dość długi czas musiałam w domu rodzinnym znosić mniej lub bardziej przykre docinki. Nie wiem nawet jak ciężko musiałoby mi być, gdybym w początkach mojego wegetarianizmu mieszkała nadal z rodzicami. Moi rodzice są typowymi mięsożercami, chociaż mama przyznaje, że właściwie mogłaby nie jeść mięsa (ale je go całkiem sporo i raczej nie zamierza przestać). Tato natomiast twierdzi, że bez mięsa nie można żyć, a moje wegańskie (a wcześniej wegetariańskie) jedzenie musi być okropne i jak ja tak mogę funkcjonować. Mimo to tofu po grecku na wigilię bardzo mu smakowało i nawet pomylił je z rybą ;)
Od razu na początku zaznaczę, że nie uważam weganizmu za drogi styl życia. Wręcz przeciwnie, według mnie jest to najtańsza dieta świata (pisałam już o tym TUTAJ). Często i wegańskie ubrania kosztują mniej niż te zawierające w składzie coś odzwierzęcego, choć przyznam, że trochę smutno mi się robi, kiedy widzę w sklepie sweterek akryl-poliamid droższy od tego z wełną. Ale do rzeczy, o co chodzi i dlaczego nie mogę zacząć oszczędzać?





























