Mimo, że obecnie możecie mnie kojarzyć z dość racjonalnego podejścia do weganizmu, mimo że teraz staram się bardziej skupić na tym, żeby moje działania miały pozytywny wpływ na sytuację zwierząt, a nie, de facto, działały na ich niekorzyść (jak chociażby elitarność weganizmu), to jeszcze jakieś dwa lata temu sama byłam "wege-oszołomem". Wtedy oczywiście nie zdawałam sobie z tego sprawy, może też nawet czułam się z tym dobrze (wiadomo, robiłam to głównie dla własnej satysfakcji), ale kiedy teraz o tym myślę, jest mi zwyczajnie wstyd.
Uwielbiamy szufladkować i generalizować. W porządku, na co dzień, radząc sobie z natłokiem informacji, pewnie nam to w jakiś sposób pomaga. Ale czy w walce o prawa zwierząt, które, jak mam nadzieje, są dość istotne dla większości wegan, pomagają nam te podziały, które miedzy sobą tworzymy?
Od mojego przejścia na weganizm minął dopiero rok, a już zdążyłam się załapać na pierwszy kryzys. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak sobie z nim poradziłam, zapraszam do dalszej części wpisu.
Pomijając jedzenie, kosmetyki i ubrania/dodatki, składniki odzwierzęce czają się w ogromnej liczbie przedmiotów codziennego użytku. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w czymś wyglądającym na pozór wegańsko mogą znajdować się jakieś cząstki zwierząt. Oto mini-lista takich zaskakujących "niewegańskich" rzeczy (nie, nie ma wśród nich cukru i bananów, jak to próbują nam wcisnąć media) plus moja opinia na ten temat.
Weganizm staje się już pewnego rodzaju trendem. Piszą o tym mainstreamowe media, wegańskie knajpki wyrastają w większych miastach jak grzyby po deszczu, a w zwykłych sklepach można znaleźć sporo produktów dedykowanych weganom. Jest nas coraz więcej i producenci zaczęli to dostrzegać. Co więcej, niektórzy próbują na tym zarobić. Czy to źle?
Czyli kilka rad dla początkujących od ciągle początkującej weganki (bo rok to dla mnie raczej nie jest dużo). Mam nadzieję, że pomogą Wam trochę w przejściu na wegańską stronę mocy.
Ostatnio na bloga zaczęły trafiać osoby nie do końca orientujące się w temacie testów na zwierzętach. Wcale im się nie dziwię - w dzisiejszych czasach mimo tego, że dostęp do informacji mamy praktycznie nieograniczony, to bardzo trudno jest dokopać się do tego, co naprawdę jest istotne. O co chodzi z tymi testami? Czy firma X testuje, skoro na swojej stronie pisze, że nie robi tego od lat? A co z zakazem testowania na zwierzętach obowiązującym w UE? Mam nadzieję, że dzisiejszy post rozwieje Wasze wątpliwości.
Po co komu wegańskie opcje w McDonald's? Przecież to ohydna korporacja, która w dodatku zbija kasę na krzywdzie zwierząt!
Zaraz Wam wyjaśnię po co.
...czyli kilka pomysłów na wegańskie start-upy - bierzcie i korzystajcie, i zakładajcie jak najwięcej wegańskich przedsiębiorstw! :)
Basia jest weganką. Nie je mięsa, nabiału, jajek i miodu i używa kosmetyków nietestowanych na zwierzętach. Kasia oprócz tego wybiera też kosmetyki bez składników pochodzenia zwierzęcego, za to donasza jeszcze swoje skórzane buty sprzed weganizmu. Jurek kupuje tylko nieprzetworzone produkty i nie daje zarobić ludziom produkującym też niewegańskie rzeczy. Zosia je sporo wegańskich gotowców i nie pogardzi sojową kawą z sieciówki. Magda inwestuje tylko w używane rzeczy - czy to ubrania, czy elektronikę, czy meble, aby nie napędzać popytu. Ma w swojej szafie także skórzaną kurtkę upolowaną w lumpeksie za grosze. Mateusz ograniczył konsumpcję do minimum - sam uprawia swoje warzywa, a w sklepach i na bazarkach kupuje tylko to, czego sam nie może wyprodukować. Gosia nie kupuje produktów z olejem palmowym i wybiera tylko organiczną żywność, poza tym gardzi wszelkimi korporacjami. Ania na dietę wegańską przeszła z powodów zdrowotnych, chciała też trochę schudnąć i poprawić swoją cerę. Mimo, że nie zwraca specjalnej uwagi na inne aspekty weganizmu, to nie kupuje skór i futer, uważając je za nieetyczne.
Wszyscy są weganami.
Kto z nich najbardziej przyczynia się do poprawy życia zwierząt?
Jakiś czas temu na jednej z wegańskich grup facebookowych rozpętała się dyskusja na temat niewegańskich firm produkujących (często zupełnie przez przypadek) pojedyncze wegańskie produkty. Czy weganie powinni wspierać firmy, które w niektórych swoich kosmetykach stosują mleko albo lanolinę, czy ograniczyć się do całkowicie wegańskich firm? Ja uważam, że jako weganie jak najbardziej mamy prawo kupować wegańskie produkty "zwykłych" firm, a całej idei weganizmu nasz wybór może przynieść sporo pożytku. Zaraz spróbuję Was do tego przekonać.
Moje zdanie na temat testów na zwierzętach już na pewno znacie. Jestem im całkowicie przeciwna, czy to chodzi o kosmetyki, czy leki. Wszyscy, którzy choć trochę się tym interesują, wiedzą że mnóstwo testów na zwierzętach nie jest w ogóle potrzebnych, a i często nie mają one nic wspólnego z tym, jak dana substancja zadziała na ludzi. Ostatnio ten temat jest na świeczniku, z uwagi na to, że w przyszłym tygodniu spodziewamy się sejmowego głosowania w sprawie zaostrzenia ustawy o doświadczeniach na zwierzętach, na pewno już o tym słyszeliście. Co i rusz pod postami/linkami na facebookach w tym temacie pojawiają się propozycje, żeby zacząć testować na ludziach "nieprzydatnych" społecznie, czyli więźniach, pedofilach, mordercach, niedawno nawet przeczytałam o alkoholikach. Dlaczego mimo mojej pro-zwierzęcości uważam to za coś nieodpowiedniego?
![]() |
| Dąbrowski dla Vegezone / facebook |
To temat mi bliski, bo przez dość długi czas musiałam w domu rodzinnym znosić mniej lub bardziej przykre docinki. Nie wiem nawet jak ciężko musiałoby mi być, gdybym w początkach mojego wegetarianizmu mieszkała nadal z rodzicami. Moi rodzice są typowymi mięsożercami, chociaż mama przyznaje, że właściwie mogłaby nie jeść mięsa (ale je go całkiem sporo i raczej nie zamierza przestać). Tato natomiast twierdzi, że bez mięsa nie można żyć, a moje wegańskie (a wcześniej wegetariańskie) jedzenie musi być okropne i jak ja tak mogę funkcjonować. Mimo to tofu po grecku na wigilię bardzo mu smakowało i nawet pomylił je z rybą ;)
W ciągu ostatnich kilku dni w pro-zwierzęcej części internetu zawrzało. Tu ktoś rzucił hasło, że Ziaja testuje na zwierzętach, tam komuś odpisali, że eksportują do Chin, aż w końcu zwykły szary człowiek nie wiedział już co myśleć.
Łajka
11:07![]() |
| źródło: psiewedrowki.pl |
Historia Łajki wzruszała mnie chyba od zawsze. Już jako dziecko, kiedy się o niej dowiedziałam, czułam, że coś tu jest nie tak. No bo jak to, piesek, którego powinniśmy kochać i chronić został wysłany w kosmos tylko po to, żeby tam zginąć? Nie mieściło się to w mojej dziecięcej głowie. W dodatku nie działał w tym przypadku żaden mechanizm szowinizmu gatunkowego - w końcu psy są uważane za zwierzęta przeznaczone do kochania, nie krzywdzenia czy zjadania.
Od razu na początku zaznaczę, że nie uważam weganizmu za drogi styl życia. Wręcz przeciwnie, według mnie jest to najtańsza dieta świata (pisałam już o tym TUTAJ). Często i wegańskie ubrania kosztują mniej niż te zawierające w składzie coś odzwierzęcego, choć przyznam, że trochę smutno mi się robi, kiedy widzę w sklepie sweterek akryl-poliamid droższy od tego z wełną. Ale do rzeczy, o co chodzi i dlaczego nie mogę zacząć oszczędzać?














